::księga go¶ci::

2005
lipiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
ٱka, jazda i kłutnia
Obudziłam się rano i zauważyłam, że Kacper jeszcze ¶pi. Nie spalam tylko ja i Atrakcja, która jak tylko zobaczyła, że nie ¶pię zaczęła mi dziękować a ja zauważyłam, że ma w oczach łzy. Położyłam się jeszcze na chwile i obudził mnie dopiero człowiek. Miałam dzi¶ wielk± ochotę pobiegać na pastwisku i zobaczyć mojego Araba. Poszłam na ł±kę gdzie była już Etna i inne konie. Na s±siedniej ł±ce zobaczyłam Murata, który galopował w moj± stronę. Szybko podbiegłam do ogrodzenia.
- Cze¶ć Babie – powiedział ogier.
- Cze¶ć Murat – odpowiedziałam.
- Przejdziemy się? – Zaproponował.
Bez wahania się zgodziłam. I tak chodzili¶my sobie bardzo długo do czasu, gdy nie zobaczyłam ludzi zmierzaj±cych w naszym kierunku. Arab zaproponował spotkanie w nocy a ja bez wahania się zgodziłam. Wróciłam do stajni. Nie zd±żyłam nawet porz±dnie się napić przyszli ludzie i włożyli mi to ¶wiństwo do pyszczka. PóĽniej założyli to co¶ ciężkiego i mocno zapieli pod brzuchem tak, że ciężko mi było oddychać. Zabrali mnie na ujeżdżalnie a tam był już Murat, który wygl±dał jak zwykle cudnie. Poczułam jeszcze większy ciężar, ale nie zwracałam już na to uwagi patrzyłam tylko na Araba. Postanowiłam, że będę dzi¶ się słuchać ludzi. Robiłam wszystko to, co chcieli z gracj±. Gdy skończyli¶my szlam obok ogiera do stajni. Potwierdzili¶my spotkanie wieczorem. Wróciłam do stajni i dopiero teraz poczułam straszne zmęczenie. Położyłam się na chwile i zasnęłam. Obudził mnie Kacper jak już ¶witało i powiedział, że był tu Murat, ale spałam i nie chciał mnie budzić. Byłam trochę zła, bo chciałam się z nim zobaczyć. Zjadłam ¶niadanie, ale dzi¶ nie zabierali nas na ł±kę. Przyszedł człowiek i znów mnie zabrał na ujeżdżalnie tym razem to co¶ w pysku nie było już takie nie dobre a nawet smakowało jak jabłka. To na grzbiecie też nie było już takie ciężkie. Ludziom chyba się podobało jak biegam, bo czasami bili brawo. Wróciłam do stajni gdzie Etna powiedziała, że Murat chce się spotkać w nocy. Oczywi¶cie dzi¶ już nie zasnęłam. Czekałam na ogiera. W nocy usłyszałam, że nadchodzi jaki¶ koń ucieszyłam się i cicho zarżałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi. Zobaczyłam jak Murat otworzył mi boks i tylko cicho powiedział: „musimy być cicho ludzie jeszcze nie ¶pi±”. Wyszli¶my ze stajni po cichu i poszli¶my nad staw nie daleko ł±ki. Tam tak stali¶my sobie przytuleni, gdy nagle zobaczyłam zarys konia id±cego w nasz± stronę. Wystraszyłam się, ale się okazało, że to ta głupia Zosia zobaczyła, że wychodziły ze stajni i nie wytrzymałam. Podbiegałam do niej i zapytałam:
- Co ty tu robisz?
- Idę na spacer! – Odpowiedziała bezczelnie
- IdĽ st±d! - Parsknęłam
- A jak nie to, co? – Zapytała
Nie wytrzymałam tego rzuciłam się na ni± z zębami. Wystraszyła się i uciekła. Murat był bardzo zły, że tak zareagowałam i chyba się nawet obraził, bo nie powiedział już ani jednego słowa. Mimo że go przepraszałam i mówiłam, że po prostu jestem zazdrosna o niego nic nie pomagało.

CDN

horses-story 2005-07-13 13:29:04
skomentuj (0)
Ocalenie...
Gonili¶my ciężarówkę przez długi czas i kilka koni nie wytrzymało tempa, ale ja wiedziałam, że musze j± ocalić. W końcu zobaczyłam ciężarówkę stoj±c± na parkingu. Ludzie wyprowadzili Atrakcje, aby się napiła i rozprostowała ko¶ci. Klacz nie może biegać wiec nie wiedziałam, co teraz mamy zrobić. Podbiegli¶my do ciężarówki i zarżałam na Atrakcje, która jak nas zobaczyła z trudem powstrzymała się od płaczu.
- Bardodko, co tu robisz? – Zapytała.
- Próbuje Cię ocalić - powiedziałam z trudem gdyż jeszcze nie mogłam złapać oddechu.
- Dziękuje! – Powiedziała klacz i zaczęła płakać.
- Nie czas na czuło¶ci - powiedział Good Effeckt - musimy Cię jako¶ zanie¶ć do domu.
- Czy kto¶ ma jaki¶ pomysł? – Zapytałam
Niestety nikt mi nie odpowiedział. Na poczekaniu wymy¶liłam, że trzeba j± zanie¶ć, ale kto to zrobi?. Padło na Hermoso potężnego ogiera Shire, który dopiero doł±czył do nas z innymi końmi. Jest bardzo silny, bo ci±ga bryczkę. Ludzie patrzyli na nas ze zdziwieniem chyba nie wiedzieli, co maj± robić. Tak po długiej drodze powrotnej dotarli¶my do domu tam czekali na nas ludzie, którzy wygl±dali na strasznie zmieszanych. W końcu po długich rozmowach okazało się, że Atrakcja zostaje z nami, a ja zostałam bohaterk±.

horses-story 2005-07-12 22:00:44
skomentuj (0)
Rzez...
Narazie portalu nie ma bo ja nie mam PS


-No Bardodka-Usłyszałam jak każdego ranka głos wesołego Kacpra.- Co ty tam wczoraj narozrabiała¶? Opowiadaj!
Nie chciałam mu nic opowiadać. Moje oczy tak jak wczoraj nadal były mokre. Musiałam ze smutku płakać przez sen.
-Nie!- Krzyknęłam- Nic ci nie powiem.
I znów zaczęłam płakać. Usłyszałam kroki człowieka jednak nie miałam zamiaru i¶ć na pastwisko. Położyłam się plackiem na ziemi i zaczęłam kaszleć.
Istota popatrzyła na mnie wzdrygnęła się ramionami i wyszła zaganiaj±c razem wszystkie konie.
Zostałam sama dalej szlochaj±c.
-Heeej- Zza paru boksów dobiegł przyjemny głos jakie¶ klaczy.- Co ty tak płaczesz?
-Nic- Prychnęłam cienkim głosem.
Czyżby- DĽwięk słów wypowiadanych przez ni± był bardzo przyjemny.
Podniosłam się pierwszy raz od rana i wychyliłam. Zobaczyłam gniad± klacz z szeroko rozstawionymi oczami i gwiazdk± na czole.
-Nie przedstawiłam się- Koń zauważył, że na niego patrzę.- Jestem Atrakcja a ty zgaduję, Bardodka?
-Owszem, tak.- Zapłakałam.
-Na pewno nic się nie stało- Atrakcja u¶miechnęła się. Postanowiłam się jej zwierzyć. I tak nie znałam tej gniadej klaczy.
-Znasz tego ogiera, z którym chodzę, Murata?- Zaczęłam dług± opowie¶ć o moich dotychczasowych przeżyciach nie pomijaj±c ani jednego. Atrakcja słuchała z zaciekawieniem, co jaki¶ czas mówi±c „Yhy”.
-Ja też kiedy¶ byłam w tej stajni, co twój Arab.-Powiedziała.
-A, czemu już nie jeste¶?- Zaciekawiłam się.
-Bo jaki¶ miesi±c temu zanim ty do nas doł±czyła¶ Bóg ukarał mnie zawił± chorob± nogi. Chodziłam w ujeżdżaniu...- Wierzchowiec pochylił głowę.
-I, co teraz będziesz robić?
-Miałam już parę operacji jednak do zdrowia nigdy nie wrócę. Wierzę, że wła¶ciciel nie wy¶le mnie na rzeĽ.- Ostatnie słowo wymówiła z wielkim wstrętem.
-RzeĽ?
-RzeĽ.
-Co to takiego?
-Szkoda gadać.- Atrakcja odwróciła głowę a ja miałam wielki dylemat, czemu ona tak się tego boi. Zrozumiałam, iż to, co mi się przytrafiło nie było tak straszne jak choroba nowej koleżanki.
-Nie możesz się przejmować Muratem. Ja my¶lę, że on cię bardzo kocha i wcale nie zdradza z Zosi±.- Klacz dalej patrzyła zamy¶lona na nogę. Zobaczyłam, że miała na niej bandaż.
Po paru godzinach smutnej i nie smutnej rozmowy przyszedł człowiek i tym razem zabrał mnie gdyż Atrakcja poprawiła mi humor.
Jazda minęła szybko na ujeżdżalni a ja, choć jeszcze trochę galopowałam chodziłam raczej przy ¶cianie tak jak inne ujeżdżane konie. W drodze powrotnej zobaczyłam Good Effeckt
Który ¶cigał mnie aż do furtki od padoku? Gdy już wypu¶cili mnie tam rozsiodłan± podszedł do mnie.
-Przykro mi, że tak wczoraj Murat cię uraził- Wyznał Appaloosa.- Fajny z niego kumpel, ale ogier do chodzenia słaby.- Za¶miał się.
-Nic nie szkodzi.-Odpowiedziałam.- On mnie już nie obchodzi.
Ogier powiedział „Papa” i poszedł. Gdy znikn±ł zobaczyłam biegn±cego Murata. Znów chciałam płakać, ale przypomniałam sobie słowa Atrakcji.
-Barbie!- Arab podszedł do mnie.- Nadal jeste¶ na mnie zła? Ja ci wszystko wyja¶nię!!
-Co mi masz wyja¶niać.- Nawet na niego nie spojrzałam tylko ruszyłam kłusem gdziekolwiek.
-Masz rację, że Zofia de Found chciała ze mn± chodzić...
-To idĽ sobie teraz do tej swojej Foundusi!!!- Nie wytrzymałam.
-Ale się nie zgodziłem.- Spojrzałam na niego. Miał łzy w oczach.- Barbie! Kocham cię!
Zrobiło mi się głupio. Pierwszy raz Murat zdecydował się na tak± szczero¶ć. Przytuliłam go.
-Przepraszam.-Wyszeptałam.- Przepraszam, Murat.
-Nic nie szkodzi.- Westchn±ł chyba z ulg± Arab.
Wróciłam do stajni chc±c podziękować Atrakcji, ale jej nie było.
-Mak?- Zwróciłam się do konia po prawej gdyż uznałam, że siedzi w boksie już od paru godzin.- Gdzie jest ta klacz, co stała w boksie numer 21?
-Wła¶nie wyjeżdża na rzeĽ.- Odpowiedział ogier.- To przykre, ale co mamy zrobić. Nie da się już jej uratować. Ma chor± nogę.
Otworzyłam boks tak jak nauczyła mnie Intro i krzyknęłam.
-Kto mi pomoże?
Zobaczyłam Etnę, która wychodziła ze swojej przegrody. Zapewne przed chwil± wróciła z jazdy.
To samo zrobił Kacper, Intro a nawet Mak.
-Będziemy gonić ciężarówkę.-Wyja¶niłam.
-To nie wykonalne.- Prychn±ł siwy Anglik. Wierzyłam w jego słowa. W końcu niedługo miał się przeprowadzić do SDKZiW(Stajnia dla koni zasłużonych i wystawowych) za wygrany bieg.
-Z Muratem i innymi się uda.- Powiedziałam- Spójrzcie! Jeszcze je ładuj±!
-Kogo?- Kacper nie rozumiał jeszcze nawet tego, po co tu jest.
-Leć po wystawowe Bardodko- poprosiła szybko Intro a ja pobiegłam do stajni mojego ogiera.
-Hej!- Zdyszana stanęłam w drzwiach.- Potrzebuję pomocy.
Good Effeckt Murat i parę innych koni wyszło do mnie. Wyja¶niłam im wszystko.
-Już ciężarówka wyjechała, ale z tego, co wiem robi± przerwę po 2 godzinach jazdy.- Powiedział Good Effeckt- Będziemy ich gonić. Nie jeżdż± za szybko, ale dla nie wyszkolonych 60/h. Może być nie wykonalne.
Więcej nie powiedział. Zaczęli¶my bieg. Bardzo długi i męcz±cy bieg za ciężarówk±.


A wszystko to było dla Atrakcji.

horses-story 2005-04-06 18:59:48
skomentuj (4)
Uwaga dodatek!!!
Oto test dla prawdziwych milosnikow Bardodka love story, dzieki ktoremu dowiesz sie kim z mojej historyjki jestes.
Oto adres:




A teraz pytanie...
Prosze o szybka odpowiedz

horses-story 2005-03-27 13:33:07
skomentuj (0)
Czas bólu i zawiedzeń ci±gle trwa...
Uznałam że pora się wyżyć na sobie za cięty język. Zamachnęłam się łbem i ruszyłam w galop. Biegłam przez cał± ujeżdżalnię nadal maj±c łzy w oczach. Czułam jak jeĽdziec zsuwa się z mojego grzbietu więc zwolniłam. Nie mogłam być aż tak brutalna. Poczułam że człowiek klepie mnie po szyi mówi±c co¶ przyjemnym głosem a potem zsiadł i zaprowadził na pastwisko.
Czekał tam Hetman.
-Dobrze że wró...-Zacz±ł ale przerwał gdyż zobaczył łzy w moich oczach.- Co, co się stało?
-Nic...- Nie miałam ochoty zwierzać się wła¶nie mu.
-To na pewno przez Murata!!- Przejechał kopytem po ziemi.- Ten niewdzięczny, głupi, niemiły...
-Nie prawda- Zarżałam smutnie i pobiegłam wypłakać się gdzie indziej. W efekcie wpadłam na Etnę.
-Czemu znowu uciekasz?- Za¶miała się przyjaciółka jednak ja nie miałam ochoty odwzajemniać jej dobrego humoru.
-Nie uciekam. Przyszłam się wypłakać- Westchnęłam.
-Dlaczego?- Zdziwiła się klacz.
-Chyba Murat się na mnie obraził- Zapiszczałam.
-Na pewno nie...- Pocieszyła mnie Shire.
-Owszem, tak!- Pochyliłam głowę. Miałam do¶ć tego wszystkiego. Pobiegłam w stronę stajni nie¶wiadomie przeskakuj±c furtkę oraz płot otaczaj±cy mój dom.
-Bardodka, czekaj!- Usłyszałam za sob± głos Etny.
Drogę wyznaczała mi dusza a nie mój umysł. Wkrótce minęłam stajnie. Na jednej z ujeżdżalni widziałam galopuj±cego Murata co spowodowało u mnie większ± falę płaczu. Nie my¶lałam czy on mnie widzi i czy się z tego cieszy. Po prostu biegłam i płakałam. Dotarłam do lasu. Dochodziła noc. Czerń ogarnęła cały ¶wiat który widziałam przed sob± ale nie przejmowałam się tym. Kiedy byłam już na skraju lasu usłyszałam to samo wycie wilków. Chaotycznie zmieniłam kierunek rż±c przy tym niczym zachrypnięty lew odstraszaj±cy ofiarę.
Zaczęłam ucieczkę. Leciałam teraz jak burza mijaj±c ciemne drzewa. Strach spowodowany urazem z przed tygodnia ¶ciskał moje serce. Dotarłam na jak±¶ polanę. Zatrzymałam się by odsapn±ć jednak usłyszałam znowu wołania lupusów. Byłam pewna! Zgubiłam się, i nawet instynkt konia przy strachu i bólu w sercu nic nie dawał. Jedyn± nadziej± na przeżycie było wołanie o pomoc i tak też zrobiłam. Moje rżenie jeszcze bardziej pobudzało wilki.
Mimo starań jedyn± odpowiedzi± było echo. Usiadłam na pokrytej grubo ¶niegiem ziemi i zamknęłam oczy. Zarżałam jeszcze parę razy nastawiłam uszu i słuchałam. Czy nie nadchodzi żaden koń i czy nie nadchodzi żaden wilk. Nagle usłyszałam że kto¶ nadchodzi. Nie był to na pewno potomek psa. Spadaj±cy z nieba ¶nieg pokrył mnie tak bardzo że żadne oprócz wilków zwierzę nie wyczuło by mnie. Tak więc dalej się nie ruszałam. Tajemnicze co¶ było coraz to bliżej. Usłyszałam rozmowę trójki ludzi. To był mój ratunek!! Wieczorni jeĽdĽcy!!!
Zarżałam wesoło wyskakuj±c spod zaspy. Konie spojrzały w moj± stronę. Było ich 3.
Byli na dróżce obok pola. Widz±c mnie jeden krzykn±ł.
-To ta od westernu! To ja odkryłem że masz do tego talent!
Zasłużony ruszył w moj± stronę. Gdyż był prowadz±cym reszta pobiegła za nim. Zwierzęta otoczyły mnie.
-Bardodka?!- Zobaczyłam przed sob± Maka.- Co ty tu robisz?
-Eee...- Zacięłam się- Zgubiłam się...
-Jak?- Zainteresował się miło¶nik westernu którego imienia nie znałam- Aha. Ja jestem Good Effect.
-Cze¶ć- Wymusiłam u¶miech na twarzy.
Stał tam także masywny ogier rasy fryzyjskiej który nie powiedział zupełnie nic.
Jeden z jeĽdĽców wstał i wsiadł na mnie. Nie miał ochoty jeĽdzić teraz a poza tym nie wiedziałam co mam robić. Niestety kiedy reszta koni oddaliła się a mężczyzna dalej dawał mi łydki ruszyłam do reszty szybkim galopem.
Gdy dotarłam znów się zatrzymałam a gdy oni zniknęli mi z oczu po raz koleiny ruszyłam szybkim biegiem. Tak postępowałam aż dotarłam do furtki któr± mogłam wej¶ć na teren stajni. Aby pokazać innym że jestem dobrym wierzchowcem ruszyłam równym kłusem na końcu zastępu robi±c to samo co koń przede mn±.
Na padoku zobaczyłam Murata i inne konie co przypomniało mi o kłótni. Znowu łzy napłynęły mi do oczu.
-Na oklep!- Prychn±ł jaki¶ koń w moj± stronę. Murat rozmawiał z jak±¶ klacz±.
Zaraz....
To była Zosia. Zarżałam na niego w¶ciekle. Ogier spojrzał na mnie.
-Barbie! Zaraz ci wszystko wyja¶nię!- Krzykn±ł ale mnie już tam nie było.
Leciałam w stronę boksu zapominaj±c o człowieku który już w połowie drogi spadł krzycz±c „Skończ ten cwał!!!”. Teraz naprawdę poczułam ból i był on gorszy od poprzedniego.
Dotarłam do mojego boksu który był otwarty. Zatrzasnęłam z chukiem drzwi.
Miałam do¶ć Murata! Miałam do¶ć ludzi! Miałam do¶ć całego ¶wiata!
„Już nigdy z t±d nie wyjdę choć by był koniec ¶wiata!!!”-My¶lałam.
Z wysiłku zasnęłam...
CDN.

horses-story 2005-03-18 20:07:02
skomentuj (3)
Obrazil sie!
Kiedy byłam zaledwie 10 lub 20 metrów od bij±cych się Murata i Hetmana uznałam że zanim jako¶ do nich zagadam by rozstrzygn±ć kłótnię pójdę po Etnę i tak też zrobiłam.
-Co, co się dzieje?- Powiedziała klacz gdy poci±gnęłam j± z całej siły za kosmyk brudno czarnej grzywy.
-Nie mamy czasu-Wrzasnęłam przerażona. Muszę przyznać że martwił mnie los oby dwu ogierów.-Jeszcze który¶ się zabije!
-Kto? Gdzie? Jak?- Przyjaciółka raczej nie rozumiała o co chodzi.
-Zobaczysz.- Krzyknęłam ruszaj±c w galop.
Gdy dotarły¶my zobaczyły¶my tłum koni otaczaj±cy Murata i Hetmana. Przecisnęły¶my się przez pulchne cielska dwóch siwych klaczy w podeszłym wieku i stanęły¶my przed bij±cymi się.
-Chyba wiem o co a wła¶ciwie o kogo się kłóc±- Etna zrobiła wielki u¶miech w moim kierunku.
-Powiedz co¶- Wyszeptałam przez zęby.- Proszę!
-Ciebie posłuchaj± bardziej- Shire poszerzyła u¶miech.
-Ok.- Prychnęłam i ruszyłam w stronę koni.
Ogiery stały na tylnich nogach siłuj±c się przednimi i zadaj±c sobie rany kopytami.
-Hej!- Krzyknęłam nie¶miało. Murat wygl±dał na zdziwionego i trochę zawstydzonego.
Zapewne domy¶lał się że wiem o kogo się kłóc±. ¦wiadomo¶ć że zależy na mnie aż dwóm ogierom był± bardzo przyjemna.-Nie kłóćcie się!
-Próbuję mu u¶wiadomić że chodzisz ze mn±.- Kary arab podszedł do mnie z pochylon± głow±.
-A ja- Wrzasn±ł Hetman tak żeby drugi słyszał- że chodzisz z koniem który spowodował że przez tydzień nie wychodziła¶ na pastwisko a dwa dni leżała¶ nieruchoma z bólu!
Nie wiedziałam co powiedzieć. Jedyn± rzecz± która przychodziła mi na my¶l była ucieczka.
Tak też zrobiłam. Pochyliłam głowę obróciłam się i zaczęłam biec. Dotarłam do sosenki pod któr± Intro kopała w ¶niegu.
-Co jest?- Klacz podniosła głowę.
-Nic...- Westchnęłam lecz Intro nie uwierzyła ponieważ zobaczyła biegn±cego za mn± Murata, Hetmana próbuj±cego wyprzedzić go z całych sił i ciężk± poci±gow± Etnę biegn±c± gdzie¶ w oddali..
-No jasne- Prychn±ł izabelowaty koń.-Hej ogierki! Cze¶ć Etna!
-Cze¶ć Intro!- Mój ogier nawet nie zwrócił na ni± uwagi. Znał j± tylko z opowiadań ale rozpoznał że to ona.- Czemu uciekła¶ Barbie?- Spytał.
Bardzo spodobało mi się imię gdyż moja poprawna nazwa nie była zbyt dostojna. Zawsze marzyłam o tym żeby tak jak Zosia mówili na mnie Bardodka a w rzeczywisto¶ci wabiła bym się np. Barbie tak jak powiedział Murat.
-Wła¶nie- Usłyszałam głos zdyszanego Hetmana.- O! Witaj Intro!
-Eee...- Spojrzałam na wszystkie trzy konie i przyjaciółkę która z każd± przeci±gaj±c± się w nieskończono¶ć chwil± była bliżej sosenki. Nie chciałam im powiedzieć że było mi głupio tak tam stać. Na szczę¶cie przyszedł znów ten pan co kiedy¶ i zabrał mnie. Inny bardziej dostojny człowiek wzi±ł Murata zakładaj±c mu siodło i ogłowię.
-Więc?- Spojrzał na mnie arab. W pełnym konnym stroju z mężczyzn± w garniturze na grzbiecie wygl±dał prze¶licznie.
-Nie wiem- Powiedziałam i żeby już z nim nie rozmawiać odwróciłam głowę.
Ogier najwidoczniej to zrozumiał bo zagadał na inny temat.
-Zobaczymy się dopiero jutro wieczorem gdyż nie chcę cię narażać na kolejn± wyprawę z wilkami.-Westchn±ł.
-A wieczorem też wychodzimy na pastwisko- Zasmuciłam się.
-Ćwiczę na wystawę do póĽnego wieczora- Wyja¶nił.
Westchnęłam ze smutkiem.
-Ja się nie boję wilków! Spotkajmy się w nocy! Proszę Murat!
-Ech...
Koń przyspieszył kroku a wkrótce znikn±ł mi z oczu. Spróbowałam go dognić jednak gospodarz szarpn±ł za kantar i przestałam.
Cał± dzisiejsz± lonżę byłam smutna gdyż byłam pewna że Murat jest na mnie w¶ciekły.
Nie poruszył mnie nawet fakt że jaka¶ nastolatka wsiadła na mnie. Stałam na ¶rodku krytej ujeżdżalni. Nie poruszyłam się nawet gdy mnie uderzyła palcatem. Dopiero po dostaniu z dużego bata ruszyłam galopem. Miałam oczy mokre od łez. Czemu on się na mnie obraził?
CDN

horses-story 2005-03-12 21:48:39
skomentuj (7)
Wilki sa zle!!!!





-Bardodko!- Szepnął mi do ucha Mak. Pewnie zerwanie z Zosią dobrze mu zrobiło.
-Co?- Prychnęłam gdyż po awanturze w stajni raczej za nim nie przepadałam, chociaż było mi go żal, kiedy tak biegł od tej chamskiej klaczy.- Do mnie coś mówiłeś?
-Ktoś cię woła- Przytknął łeb do prętów i uśmiechnął się, po czym wyjrzał zza boksu.
Ja również to zrobiłam i zobaczyłam Murata. Zrozumiałam, dlaczego Mak zachowywał się tak tolerancyjnie. Chciał zrobić na złość Zosi kipiącej w tym czasie z gniewu.
Kary arab rżał do mnie wesoło z pagórka tuż koło naszej stajni. Kiedy zobaczył, że na niego patrzę podbiegł do mnie kłusem z podniesionym ogonem a potem otworzył drzwi.
Widziałam klacze wzdychające z zachwytu nad nim oraz płaczącego Hetmana, którego pocieszała jakaś siwka raz po raz spoglądająca na Murata. Czułam się dumna.
Kiedy się oddaliliśmy koń pocałował mnie. Przez jakieś 20 czy 30 sekund czułam się jak w niebie. Potem biegaliśmy po polach. Byłam szczęśliwa, bo nareszcie dokonałam tego, czego chciałam. Galopowaliśmy tak długo, że nie zauważyłam, iż jesteśmy w lesie.
Kiedy usłyszałam żałosne wycie wilków przeszedł mnie dreszcz.
-Może wrócimy- Wtuliłam łeb w gęstą grzywę Murata.- Boję się.
-Spokojnie- Pocieszył mnie koń, co sprawiło, że rzeczywiście było mi lepiej- Jesteśmy bezpieczni. Jeśli jednak chcesz wrócić to chodźmy.
Ruszyłam nie odrywając głowy od szyi ogiera. Cały czas miałam zamknięte oczy.
Nagle usłyszałam jakąś szamotaninę oraz warknięcia głodnych wilków. Poczułam, że Murat odrywa przednie kopyta od ziemi i staje dęba. Ja nadal miałam zaciśnięte powieki. Zaczęłam na oślep biegać w kółko. Tylnia lewa noga zaczęła mnie bardzo boleć, co uniemożliwiło dalsze wierzganie. Otworzyłam oczy jednak nie patrzyłam w stronę kopyta.
Wilki otoczyły nas. Nic nie dawało rżenie i stawanie dęba rozwścieczonego araba.
Byliśmy w pułapce i oboje o tym wiedzieliśmy.
-Może da się je przeskoczyć- Szepnął mój towarzysz- Rób to, co ja!
Murat podbiegł do wilka tak jak by chciał, aby go pogryzł, lecz kiedy zbliżył się na taką odległość, z której zwierzak z łatwością mógłby go ugryźć energicznie odbił się od ziemi i ze zgiętymi przednimi kopytami przeskoczył go. Teraz była moja kolej. Nie mogłam się ani chwili zastanawiać. Ból w kolanie dalej mi dokuczał. Mimo to zaczęłam biec do Murata a kiedy znalazłam się tuż przed potomkiem psa poczułam jeszcze większe cierpienie w prawej tylniej nodze. Mimo to udało mi się przeskoczyć i zaczęliśmy uciekać na oślep w las.
Nie wiem czy zwierzaki nas goniło. Miałam łeb znów wtulony w grzywę ogiera oraz zamknięte oczy. Nie miałam siły dalej biec.
-Zrezygnowały- Westchnął Murat.- Zatrzymajmy się tutaj na moment, bo widzę, że jesteś ranna.
Usiedliśmy na ziemi a ogier zaczął lizać moją ranę. Zobaczyłam krople krwi na drodze, którą wcześniej biegłam.
-Przepraszam, że cię w to wpakowałem- powiedział smutno- Obiecuję, że zaniosę cię do stajni!
To mówiąc wstał i wrzucił mnie w poprzek na swój grzbiet. Byłam od niego trochę mniejsza, ponieważ reprezentowałam grupę zwaną kucami oraz konikami.
Tymczasem w stajni konie lekko się niepokoiły.
-Gdzie jest Bardodka- Zaszlochał Hetman- To na pewno ten kary idiota gdzieś ją zabrał!
-Na pewno nie!- Zaprzeczyła Etna- On taki nie jest!
-Ty go nie znasz!- Warknął tarant!
-Już świta- Kacper zaczął biegać po boksie jęcząc i rżąc.
-Na pewno Muratowi coś się stało- Piszczały na przemian piękne modne klacze.
Tymczasem my wyszliśmy na polanę. Widziałam światła w stajni mojego ogiera jednak nie miałam siły dalej iść. Zobaczyłam księżyc podobny do sera, który coraz bardziej się rozmazywał aż w końcu stał się całkowicie biały.

***


Kto ją tak pokaleczył? -Spytała pani Jaga przytulając srokatą nieprzytomną klacz.
Może to przez te druty w boksie- Jak zwykle mąż Jagi myślał praktycznie. –Albo to wilki pogryzły na pastwisku?
-Nasza Kamilka by zobaczyła- Kobieta przykucnęłaby pogłaskać wątłą twarz konia.- No, ale ona też taka czasem nieuważna. Co pan doktor o tym sądzi?
Weterynarz dalej owijał rany miękkim bandażem.
-To mogły być wilki lub jakieś zwierzaki tego typu- Przerwał specjalista od zwierząt.- Rany na to wskazują.
-A może Irys tak ją dziabnął w te nóżki?- Zastanawiał się pan Włodzimierz.- Ale jeździć to będzie można?
-Jeśli wstanie to można! Myślę jednak, że na pewno wstanie niedługo i już po 3 dniach znów pan ją przelążuje.
-A, jeśli nie wstanie?- Przeraziła się pani Jagoda.- Ja ją bardzo lubię. Jest taka zabawna.
-Mamy jeszcze Sofię de Fuont- Mężczyzna spojrzał na rżącą z boksu naprzeciwko klacz.
-E tam Zosia- Prychnęła pani Jagoda i okryła nieprzytomnego zwierzaka kocem.
-Teraz potrzebuje spokoju- Wyjaśnił weterynarz i wszyscy wyszli ze stajni.


***

Bardodko!? Bardodko!? Zgłoś się! – Kacper przytkną chrapy do krat oddzielających boksy.
W mojej głowie była pustka.
-To do mnie- Poczułam ciepłą narzutę na moim grzbiecie.- Co? Gdzie? Jak?
Nie miałam siły oderwać nawet głowy z miękkiego siana. Czułam niewielki ból w obu tylnich kolanach niestety czułam się zbyt zmęczona by zobaczyć, co się dzieje. Postanowiłam spytać tego krzyczącego kucyka.
-Hej mały!- Zaczęłam- Nie wiesz, co mi się dzieje z kolanem?
-Jestem Kacper!- Krzyknął- Masz bandaż, bo się skaleczyłaś! Jeszcze rano leciało ci z tego bardzo dużo krwi.
Ta myśli tak mnie przeraziła, że zamknęłam oczy i zasnęłam. Śniło mi się wspaniałe pastwisko, na którym trawa była wyśmienita.
-Kacper!- Krzyknęłam i wstałam szybko. Niestety zaczęło mnie bardzo kłuć w kolanach i znów runęłam na ziemię- Gdzie są wszyscy? Gdzie Etna, Mak, Hetman a nawet Zosia?
-Spokojnie- Uśmiechnął się wałach- Są na pastwisku, ale ja nie poszedłem, bo udawałem, że śpię.
To była najbardziej typowa broń dla Kacpra. Odetchnęłam z ulgą.
-Ja pamiętam, że wczoraj w nocy byłam na polu z Muratem!
-I co ci zrobił ten wstrętny ogier!?
-Nic!
-To, dlaczego masz tę rany na kolanach?
-Wilki nas zaatakowały na szczęście udało nam się uciec, choć mnie dwa razy ugryzły.
-A on ci nic nie zrobił?!- Nadal nie wierzył kuc.
-Bardzo dużo mi zrobił! Całą drobię mnie tu niósł!
-Widziałam sama!- Wrzasnęła karo-dereszowata klacz, która zapewne została w stajni z powodu kaszlu lub kataru.- On nią tu przyniósł, wylizał ranę pocałował i poszedł. A ty spałeś!
Gadałam długo z tymi dwoma jedynymi końmi w stajni.
Wkrótce wróciły inne konie. Wszyscy zadawali mi pytania jednak ja mówiłam tylko o wilkach by Muratem nie sprawić przykrości Hetmanowi.
Minęło parę samotnych dni w stajni i w końcu wstałam na nogi. Nareszcie mogłam wyjść na pastwisko. Poczułam świeże zimowe powietrze. Ruszyłam pierwszym od długiego czasu galopem, lecz nie trwało to długo. W dolinie zobaczyłam dwa ogiery bijące się.
Znała oby dwa konie....CDN
horses-story 2005-03-05 21:32:20
skomentuj (2)